Jesteś nowy?
Zarejestruj się
  
Strona główna - Pomoc
Sob, 4 Lip 2009, 9:48 CET, NY 3:48, Londyn 8:48, Tokio 16:48, WIG20 -0.69%
Tabele opcji indeksu WIG20 Weekend - Główne rynki światowe zamknięte 
 Symbol np: WIG      znajdź symbol
Login i hasło     zapisz  
Subiektywna
 Inne Komentarze
Przegląd poranny
Komentarz Poranny
2009-07-03 6:51
Po sesji w USA
Komentarz Wieczorny
2009-07-02 22:18
Rynek amerykański
Piotr Kuczyński - Xelion
19 Czerwca 2009 22:13



Komentarze bez kilkudniowego opóźnienia...


    Tydzień rozpoczął się na amerykańskich rynkach przeceną. Można żartem powiedzieć, że odpowiadają za nią Rosjanie. Rzeczywiście impulsem do przeceny mogło być umocnienie dolara, co przeceniło surowce. Trochę wzmocnił „zielonego” go A. Kudrin, minister finansów Rosji, który zapewnił podczas szczytu G-8 Timothy Geithnera, sekretarza skarbu USA, że Rosja nie planuje w najbliższym czasie zmian w strukturze swoich rezerw. Każdy logicznie rozumujący człowiek wie jednak, że taka, kurtuazyjna wypowiedź nie mogła przecenić kursu EUR/USD o blisko dwa procent. Po prostu dolar się wzmacniał reagując na spadek apetytu na ryzyko. W sytuacji, kiedy indeks S&P 500 przez dwa tygodnie, dzień w dzień, bez powodzenia szturmował opór w okolicach 944 pkt. byle pretekst musiał doprowadzić do wyprzedaży.

    Nawiasem mówiąc już we wtorek wszystko się zmieniło (oprócz kierunku indeksów, które nadal spadały). Dmitrij Miedwiediew, prezydent Rosji powiedział, że świat potrzebuje nowej waluty rezerwowej wymazując niejako kurtuazyjne słowa swojego ministra finansów. Jedno z drugim wcale nie jest sprzeczne – po prostu na razie nie ma alternatywy, ale Rosja chce, żeby taka się pojawiła. Oficjalny komunikat szczytu krajów BRIC mówi, że istnieje potrzeba stworzenia „zdywersyfikowanego, stabilnego i przewidywalnego systemu walutowego”.

    Zgodnie z obietnicą kilka poniższych akapitów poświęcę planom reformy rynków finansowych, więc niezainteresowani mogą te fragmenty opuścić. Rząd chce, żeby po pierwsze zwiększona został znacznie rola Fed. Ma on nadzorować największe instytucje finansowe USA – takie, których upadek byłby groźny dla gospodarki amerykańskiej i całego systemu finansowego. Będzie mógł również pożyczać im pieniądze lub przejmować udziały, ale wyłącznie po uzyskaniu zgody Departamentu Skarbu. Po drugie powstać ma Consumer Financial Protection Agency (agencja finansowej ochrony konsumenta) nadzorująca kredytodawców, wystawców kart kredytowych i inne tego typu instytucje. Agencja ta ma chronić konsumentów przed nadużyciami ze strony instytucji rynku finansowego. Będzie mogła wymierzać grzywny i zezwalać stanom na uchylanie praw ostrzejszych od rozwiązań federalnych. Po trzecie ma powstać rada, w której skład wchodziliby przedstawiciele organów regulacyjnych (łącznie z Fed), której rolą byłoby uzgadnianie podejmowanych kroków i czuwanie nad całością systemu.

    Uzupełnieniem tych trzech filarów mają być kolejne regulacje. Rząd chce, żeby wzrosły wymagania odnośnie kapitału własnego instytucji finansowych. Chce też doprowadzić do zwiększenia przejrzystości funduszy hedżingowych. Regulacjami ma też zostać objęty rynek instrumentów pochodnych, które nie były dotychczas nimi objęte. Mam olbrzymie wątpliwości, żeby w efektywny sposób udało się uregulować rynek, który Bank of International Settlements (BIS) szacuje na ponad 600 tysięcy mld USD, a przecież tak naprawdę to on jest tą tykającą bombą, o której już w 2002 roku mówił Warren Buffet (wtedy ten rynek był 6 razy mniejszy). Nie mówi się też w tym dokumencie o komputerowym, automatycznym inwestowaniu. Nie zapowiada się znacznego zwiększenia depozytów na rynkach kontraktowych. A przecież to właśnie tam są zalążki przyszłych kryzysów.

    Proponuje się jedynie, żeby, w celu zwiększenia odpowiedzialności instytucji finansowych, twórcy instrumentów pochodnych, takich jak obligacje bazujące na kredytach hipotecznych (CDO), mają być zobowiązani do zatrzymania pięcioprocentowego udziału w instrumentach bazowych (tak, żeby część ryzyka pozostała u nich). Tyle tylko, że to jest naprawdę minimalna część i nikogo to nie zniechęci do tworzenia „dziwnych” produktów. Propozycje zawierają też procedury postępowania w przypadkach takich jak AIG – kiedy upadek firmy może zagrozić całemu systemowi.

    To ma być reforma wyłącznie amerykańskich rynków finansowych. Unia Europejska będzie miała swoją reformę, a inne kraje być może coś w swoich przepisach zmienią, ale to wcale nie jest pewne. Takie, niejednolite reformy przypominać będą sieć z olbrzymi dziurami, przez które może przepłynąć niejeden finansowy wieloryb. Żyjemy wszakże w erze globalizacji, a kapitały z szybkości błyskawicy swobodnie przemieszczają się po całym globie. Poza tym większa władza Fed w tym nowym systemie wcale nie musi zwiększać jego bezpieczeństwa. Przecież rola Fed w wykreowaniu ostatnich dwóch baniek spekulacyjnych i w tolerowaniu budowania obecnego kryzysu była olbrzymia. Od zwiększenia posiadanej władzy nie przybędzie kompetencji i odwagi. Dodatkowo można wyrazić wątpliwość w to, czy wiele rozproszonych instytucji będzie w stanie sprawować efektywnie nadzór.

    I na koniec: w planach reformy nie ma powrotu do rozdziału bankowości inwestycyjnej i regularnej. Przypominam, że taki rozdział został wprowadzony ustawą Glass–Steagalla w 1933 roku, a anulowany w listopadzie 1999 roku. Anulowane tej ustawy było jedną z przyczyn kryzysu sektora finansowego, więc można tylko wyrazić olbrzymie zdumienie, że nie wrócono do dobrych rozwiązań. W sumie – dobre chęci, ale wynik za wiele miesięcy, a skutek wątpliwy. Nic dziwnego, że gracze się tym nie przejęli.

    Wróćmy do rynków. Pogorszenie sytuacji na rynkach doprowadziło do przedłużenia korekty na rynku obligacji. Była ona zresztą i tak oczekiwana, bo w minionym tygodniu nie było aukcji długu. W czwartek departament skarbu poinformował, że w kolejnym tygodniu będzie chciał sprzedać 104 mld USD długu. Lepsze dane makro (opublikowane w czwartek) i informacja departament skarbu gwałtownie rentowność podniosła, co musiało odbić się negatywnie na determinacji popytu na rynku akcji. Spadek EUR/USD pociągnął za sobą spadki ceny miedzi, ropy i złota. W niczym nie zmieniło to „byczego” obrazu rynku surowców, a ropa zachowywała się wręcz rewelacyjnie. Była szansa, żeby zakończyła tydzień małą zmianą ceny baryłki, ale piątkowa przecena (raczej wynik techniki i przygotowania do wygasania kontraktów w poniedziałek) i temu surowcowi zaszkodziła. Na tak spekulacyjnie nadmuchanych rynkach spore korekty są normą. Rynek EUR/USD nadal nie może się zdecydować, w którym kierunku ma pójść. Czekamy na sygnał.

    Zaszkodziły na początku tygodnia bykom na rynku akcji dane makro, ale generalnie były mieszane. Szczególnie raport o inflacji CPI był dla byków korzystny. Zarówno miara główna jak i inflacja bazowa wzrosły o 0,1 proc., czyli mniej niż oczekiwano. W stosunku rocznym inflacja spadła o 1,3 procent, czyli najmocniej od 1950 roku. Zagrożenia inflacją ciągle nie ma, a to jest plus dla akcji. Publikacja indeksu NY Empire State (opisuje sytuację gospodarki regionu) bardzo rozczarowała. Okazało się, że spadł z minus 4,55 pkt. do minus 9,41 pkt. Oczekiwano wzrostu do – 2,1 pkt. Nowy Jork i okolice to bardzo „usługowy” region, a usługi to ponad 80 procent gospodarki USA. Jednak indeks Fed z Filadelfii wzrósł drugi miesiąc z rzędu (po siedmiu miesiącach spadków) z – 22,6 pkt. do – 2,2 pkt. (oczekiwano wzrostu do - 16 pkt.). Filadelfia (w odróżnieniu od Nowego Jorku) to raczej przemysł, czyli mniej niż 20 procent gospodarki, ale gracze bardzo ten wskaźnik lubią. Fatalne były dane o produkcji przemysłowej USA. Spadła w maju o jeden procent w stosunku do kwietnia, a 13,4 procent w stosunku do zeszłego roku (największy spadek od października 1946 roku).

    Negatywnie zaskoczył indeks rynku nieruchomości podawany przez NAHB. Ostatnio całkiem mocno wzrósł – oczekiwano, że teraz w najgorszym razie się nie zmieni. Spadł jednak z 16 na 15 pkt. Dane o rozpoczętych budowach domów i zezwoleniach na ich budowę teoretycznie były tylko na pozór bardzo dobre. Po dużym spadku w kwietniu znowu pojawił się duży wzrost. Ilość rozpoczętych budów domów wzrosła o 17,2 procent, a ilość zezwoleniach na budowę o 4 procent. To o wiele więcej niż oczekiwano, ale problem w tym, że taki wzrost osiągnięto przede wszystkim dzięki wzrostowi budownictwa wielorodzinnego (wzrost o 61,7 procent po spadku w poprzednim miesiącu o 49,4 proc.). Poza tym ilość wniosków o kredyt hipoteczny w ostatnim tygodniu spadła o 15,8 proc. Ilość wniosków o refinansowanie spadła aż o 23,3 procent. Nic dziwnego skoro średnie oprocentowanie kredytu ze stałą stopą oprocentowania znowu wynosi 5,50 proc., czyli o 0,9 pkt. proc. wyżej niż w końcu marca.

    W tym tygodniu w centrum uwagi jest dwudniowe posiedzenie FOMC. W opublikowanym w środę komunikacie z pewnością nie znajdziemy zmiany poziomu stóp procentowych, ale nie można wykluczyć, że Fed postanowi zwiększyć wartość zakupu obligacji (co obniżyłoby chwilowo ich rentowność i pomogło akcjom). Mówi się też o tym, że w komunikacie może się znaleźć sformułowanie wykluczające podwyżkę stóp w tym roku. O tym, że stopy mogą wzrosnąć nawet we wrześniu mówi się na rynku od pewnego czasu. Takie zapewnienie mogłoby pomóc obozowi byków, choćby przez to, że osłabiłoby dolara i podniosło ceny surowców.

    Jednak nie tylko posiedzenie FOMC może wpływać na zachowanie rynków. Kończy się powoli kwartał i półrocze, więc rynek może się szykować do dużego „window dressing”. W kolejnym tygodniu będą jeszcze na to dwa dni, ale początek możemy zobaczyć już teraz. Byki muszą jednak dostać jakieś (choćby niewielkie) wsparcie ze strony raportów makro. Będzie ich w tym tygodniu sporo. Przede wszystkim zobaczymy jak tak naprawdę wygląda sytuacja na rynku nieruchomości (przede wszystkim jak zachowują się ceny). Opublikowane będą dane o sprzedaży domów na rynku wtórnym i nowych. Zobaczymy też, jakie w maju były zamówienia na dobra trwałego użytku oraz wydatki/przychody Amerykanów. Te ostatnie dane nie powinny mieć większego wpływu na zachowanie rynków Podobnie powinny być przyjęte ostateczne dane o PKB w pierwszym kwartale.

    Wróćmy na giełdę. Zachowanie rynków w czwartek po publikacji trzech raportów, które dawały pretekst do mocnego odbicia i w piątek, kiedy MFW i UE zapowiadały koniec korekty sygnalizuje, że o ataku na 944 pkt. możemy na pewien czas zapomnieć. Zobaczymy jednak jak będzie się zachowywał rynek w tym tygodniu, kiedy to powinno rozpocząć się gigantyczne „windows dressing” na koniec miesiąca, kwartału i półrocza. Jeśli i wtedy nie będzie widać ochoty do agresywnego prowadzenia indeksów na północ to będzie sygnalizowało, że lato bycze nie będzie.

    Wykresy:

     S&P 500 przełamał linię trendu pięciomiesięcznego. Nastąpiło wybicie z klina, co było sygnałem kupna, który doprowadzi indeks do 1.000 pkt. Teraz indeks opuścił kanał trendu wzrostowego, co jest sygnałem wejścia w korektę. Wsparcie na 875 pkt. Opór na 944 pkt.

    DJIA przełamał 5. miesięczną linię trendu spadkowego, co było sygnałem kupna. Można prognozować, że dojdzie przynajmniej do 9.600 pkt. Teraz indeks opuścił kanał trendu wzrostowego, co jest sygnałem wejścia w korektę. Opór na 9.035 pkt. Wsparcie na 8.264 pkt.

    TRIN dał sygnały sprzedaży.

    Na NASDAQ przełamał 5. miesięczną linię trendu spadkowego, co było sygnałem kupna. Wykreował formację odwróconej głowy za ramionami (RGR). Jeśli szybko nie wróci pod wsparcie na 1.752 pkt. to powinien wzrosnąć aż do 2.230 pkt. Teraz indeks opuścił kanał trendu wzrostowego, co jest sygnałem wejścia w korektę. Opór na 1.873 pkt. Wsparcie na 1.752 pkt.



Wcześniejsze komentarze

19 Czerwca 2009
  22:06  Rynek polski
12 Czerwca 2009
  22:22  Rynek amerykański
  22:18  Rynek polski
5 Czerwca 2009
  22:12  Rynek amerykański
  22:05  Rynek polski

  RSS     więcej komentarzy...



Dla Webmasterów - RSS - Reklama - O nas

© 2000-2009 Stooq